Taki tam, tydzień na antybiotykach, pozwolił mi sięgnąć do książek, które od dawna zalegały u mnie na półce. Pozwolił obejrzeć filmy, które od dawna zamierzałam obejrzeć. Pozwolił przerzucić setki zdjęć na
loveit i zapuścić się w odległych marzeniach i równie odległych wspomnieniach. Patrzyłam na siebie samą i zdałam sobie sprawę, że moje dzieciństwo odeszło. Zdałam sobie sprawę z tego, kiedy uświadomiłam sobie, że nie czytałam Harry'ego Pottera od ponad dwóch lat. Wzięłam do ręki tą książkę i się popłakałam. Poprzeglądałam sobie Potterowskie zdjęcia na necie i płakałam jeszcze bardziej. W końcu Potter to całe moje dzieciństwo, nauczył mnie o przyjaźni, poświęceniu i zaufaniu więcej niż ktokolwiek inny. I nagle odchodzi w moją niepamięć. Dlatego powiedziałam sobie koniec, i postanowiłam, że jak tylko skończę książkę, którą aktualnie czytam to biorę się za Pottera. Trochę słaba pora, bo trzeba poprawić oceny i takie tam, ale dam radę. Potter to Potter i nie ma nic ważniejszego. :)
3 heroes, 7 books, 8 movies, 10 years. We are Harry Potter genreation.
We have Harry Potter, muggles have Twilight.
+ przepraszam za Potterowy spam, ale to z żalu o utracone dzieciństwo